Słowo się rzekło. Siedzę w fotelu, maszyna ryczy, a ja właśnie teraz – gdzieś między niebem a ziemią – podjąłem męską decyzję: będę spisywał tę przygodę dzień po dniu. Bez owijania w bawełnę, na gorąco i prosto z mostu.

Pożegnania i syndrom zimnego drania?

Dzisiejszy dzień stał pod znakiem uścisków i pakowania. U moich bliskich nie obyło się bez łez, co ukłuło mnie w serce, bo przecież strasznie mi na nich zależy. U mnie jednak na próżno było szukać wzruszenia.

Nie dlatego, że mam serce z kamienia, po prostu moja głowa działa już na zupełnie innych obrotach. Nawet teraz, lecąc do Bogoty, w ogóle nie czuję, że znikam na tak długo. Zamiast stresu czy smutku, pompuje mnie czysta, genialna ekscytacja tym, co za chwilę się wydarzy.

Przemytnik amator i potrójny fuks w powietrzu

Żeby nie było tak różowo, przez cały dzień towarzyszyła mi jedna wielka niewiadoma. W bagażu podręcznym miałem zapakowane dwa oleje do olejarki i uszlachetniacz do paliwa. Do samego końca drżałem, jak celnicy zakwalifikują te substancje – jako łatwopalne czy niebezpieczne?

Na szczęście Madryt pyknął bez żadnego problemu. Sprawdziłem już na lokalizatorze i moje fanty lecą razem ze mną do Kolumbii, więc wszystkie karty są po mojej stronie. Mało tego, fart nie opuszczał mnie też na pokładzie, bo udało mi się przesiąść do potrójnego rzędu foteli.

Przez chwilę dosiadł się do mnie jakiś gość, ale zacząłem powtarzać w myślach mantrę: „Przesiądź się, stary, przesiądź się”. I wiecie co? Zadziałało, gość zmienił miejsce, a ja mogłem uciąć sobie drzemkę w pozycji horyzontalnej, dosłownie jak król!

Co przyniesie jutro? Czas pokaże!

Póki co piszę to głównie dla siebie, żeby za parę lat nie polegać tylko na zawodnej pamięci. Być może podeszłę te zapiski moim bratanicom, żeby śledziły losy wuja i uruchomiły wyobraźnię, ale to się jeszcze okaże.

Do teraz nie dociera do mnie ogrom czasu, jaki zaplanowałem na tę podróż. Najbardziej kręci mnie ta totalna niewiedza – gdzie będę o tej porze za dzień, za tydzień, a gdzie za rok? To świetny prognostyk, bo czymże byłoby życie bez dreszczyku emocji i rzucenia się w nieznane?

Trochę gniecie mnie presja, którą sam na siebie nakładam: regularny Instagram, pamiętnik, a może nawet krótkie, 20-30 minutowe filmiki na YouTube. Ale hej, nikt nie mówił, że będzie lekko.

Podsumowanie dnia: Pierwsze koty za płoty! Bagaż uratowany, potrójne siedzenie w samolocie zaliczone, a kierunek Bogota staje się faktem. Nie wiem, czy udźwignę całą tę logistykę i relacjonowanie, ale wjeżdżam w to na pełnej petardzie. Trzymajcie kciuki i do jutra. Piona!


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *